Bardzo ciepło przyjęła dębicka publiczność występ amatorskiego Strzyżowskiego Teatru Prima Aprilis”. W ich wykonaniu można było zobaczyć bardzo wczesną jednoaktówkę (w trzech częściach) mistrza absurdu Sławomira Mrożka pt. „Męczeństwo Piotra Ohey’a” w reżyserii Roberta Chodura, aktora Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie i dębiczanina.

Widzowie tego przedstawienia mogli podziwiać nie tylko doskonale napisaną sztukę Mrożka, ale także spore umiejętności aktorskie amatorów ze Strzyżowa. Widać było również dużą pracę reżysera Roberta Chodura. Niektóre z jego inscenizacyjnych pomysłów można było już zauważyć w czasie przedstawienia dębickiego teatru „Kurtyna” w „Ślubach panieńskich”. Co zresztą nie umniejsza ich walorów nadających przy okazji indywidualny i rozpoznawalny kształt przedstawień spod ręki Roberta Chodura.

„Męczeństwo Piotra Ohey’a” nosi datę 1959 rok. Była to druga sztuka w dorobku niespełna 30-letniego autora, znanego z rysunków i humoresek drukowanych w „Przekroju”. Sztuka przyniosła Mrożkowi drugą nagrodę spośród 221 tekstów nadesłanych na konkurs scenariuszy dla Teatru Telewizji. Po trzech latach od tego werdyktu doczekała się realizacji. Spektakl teatru telewizji z 1962 roku reżyserował Erwin Axer, późniejszy wieloletni dyrektor teatru Współczesnego w Warszawie, gdzie odbywały się właściwie wszystkie prapremiery dramatów Sławomira Mrożka. Spektakl z 1962 roku nadal można obejrzeć w archiwum Teatru Telewizji.

Sam Sławomir Mrożek nazwał swoją sztukę „farsą w trzech częściach”. I sztuka rozpoczyna się i trwa przez większą część, jak farsa. Piotr Ohey, przeciętny ojciec rodziny, jest ofiarą bez­duszności instytucji i bezwzględności otoczenia. Oto pewnego dnia w jego łazience zagnieżdża się tygrys ludojad burząc jego spokojną egzystencję. Przedziwne zjawisko budzi zainteresowanie naukowców, polityków, urzędników i hochsztaplerów. Piotr Ohey powoli traci nie tylko spokój, lecz także wolność. Nie tylko nie może poczytać swojej gazety, ale również nie ma się gdzie umyć. W jego domu ciągle pojawiają się nieproszeni goście żądając od niego coraz większych ustępstw. Nastrój zagrożenia przenika do domu Ohey’ów. Wreszcie wszyscy, łącznie z najbliższymi, przekonują go, że skoro już w porządnym mieszczańskim domu zagnieździł się tygrys, to może wypada dać się zjeść. I Piotr Ohey, zrezygnowany, ulega ich żądaniom. Złoży swe życie na ołtarzu wielkiej sprawy, której do końca nie zrozumie.

Farsa zamienia się zatem w dramat. Piotr Ohey zaczyna w miarę snucia się przestawienia przypominać bohatera ksiązki Franca Kafki „Proces”. Józef K. także nie potrafi obronić się przed wszechwładzą machiny państwowej. Traci wolność i wreszcie życie.

A życie toczy się dalej. Pani Ohey’owa po stracie męża przytula swoje dzieci i mówi na proscenium (do nas – widzów): „święta, święta i po świętach”. A intruzi, do tej pory zaludniający mieszkanie, wychodzą chyłkiem. Tej rodzinie już nikt nie pomoże.

W przedstawieniu wystąpili: Zbigniew Adamczyk, Karolina Ćwiąkała, Aleksandra Czurczak, Anna Fąfara-Iskra, Aleksandra Korabiowska, Bronisław Lechowicz, Stanisław Pytko, Gerard Socha, Renata Turoń, Aleksandra Urban, Karolina Wójcik.

GALERIA ZDJĘĆ
fot. Andrzej Janiec

 

Galeria zdjęć